Jarosław Mikołajewski – Wielki przypływ

29,00 

Lampedusa. Włoska wyspa, choć bliżej stąd do Afryki niż do Włoch. Dwadzieścia kilometrów kwadratowych lądu na Morzu Śródziemnym. Najwyższe wzniesienie: sto trzydzieści trzy metry. Drzew prawie nie ma. Ptaki tylko przelatują nad wyspą: jesienią z Europy do Afryki, wiosną – z powrotem. Żyją tu żółwie, króliki i ogromne psy. Oraz sześć tysięcy czterystu Lampedusańczyków, przez których życie przewinęło się około ośmiuset tysięcy uchodźców uciekających przed wojną i ubóstwem. Ich łódki rozbijają się u wybrzeży Lampedusy. Morze wyrzuca na plaże buty, puszki z jedzeniem, dziecięce zabawki…

Książka Jarosława Mikołajewskiego to opowieść o wyspie i jej mieszkańcach – lekarzu, księdzu, miejscowym artyście, opiekunce żółwi, profesorze, który kopiuje obrazy Caravaggia – którzy na co dzień obcują z tragedią ludzi przychodzących z morza.

Mikołajewski – poeta i znawca kultury włoskiej – z czułością i delikatnością kreśli reporterski portret wyspy – przedsionka Ziemi Obiecanej uchodźców. Lampedusa jest kroplą: skupiona jest w niej jak w soczewce współczesna Europa i problemy, z którymi musi się zmierzyć. Wszyscy dziś jesteśmy Lampedusańczykami.

Na stanie (może być zamówiony)

Kategorie: ,

Opinie

  1. admin

    Dobry reportaż o sytuacji uchodźców, ale i mieszkańców wyspy Lampedusa.

    Poznajemy dzięki niej mieszkańców tej włoskiej wyspy, którzy zostawieni sami sobie, na co dzień starają się pomagać imigrantom. Bohaterami książki jest lekarz, który od lat gromadzi pieniądze i przyjmuje uchodźców. Jest proboszcz, który mówi „Kiedy myślimy o przybyszach mających inny kolor skóry, inną religię i obyczaje, którzy do naszych problemów dorzucają własne, a przy tym wyrywają nas ze świętego spokoju, łatwo jest myśleć o nich z nieprzyjaźnią. A kiedy widzisz tonącą matkę z dzieckiem na rękach, nie masz w sobie miejsca na rasizm. Stajesz się nimi. Współczujesz, czyli czujesz tak samo jak oni. Ratujesz ich jak własną rodzinę”.

    Obraz Lampedusy z książki nie jest sielankowy. Szybko możemy się z niej dowiedzieć, że pomoc Unii Europejskiej jest w tym wypadku teoretyczna, a mieszkańcy w większości zdani są sami na siebie. Nie jest to książka o tragediach uchodźców, a o problemach ludzi, którzy im pomagają. Polecam jego lekturę i zadanie sobie pytania, jak my byśmy się czuli w takiej sytuacji.

Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.